Antoś i jego historia

Antoś i jego historia

Antoś to największy dar od Boga, tym cenniejszy, bo dany nam na tak krótki czas. Dzięki niemu jesteśmy silniejsi i bardziej pewni siebie. Wiemy, że wspólnie osiągniemy każdy cel, bo mamy w niebie swojego anioła.

O chorobie Antosia dowiedzieliśmy się w 6. miesiącu ciąży. Usłyszeliśmy, że nasze dziecko nie będzie długo żyło. Słowa lekarza brzmiały jak wyrok. W dniu narodzin naszego synka byliśmy bardzo szczęśliwi, ponieważ nic nie wskazywało na to, że Antoś jest ciężko chory. Niestety kolejne badania potwierdziły, że nasz synek ma guz mózgu.

Po miesięcznym pobycie w szpitalach, trafiliśmy pod opiekę Fundacji Warszawskie Hospicjum dla Dzieci. Przed naszym powrotem do domu WHD dostarczyło niezbędny sprzęt medyczny (ssak, koncentrator tlenu) oraz inne potrzebne rzeczy. Hospicjum zadbało o wszystko, o każdy drobiazg, a my mogliśmy zająć się naszym synkiem i cieszyć każdą wspólną chwilą.

Pierwsze dni pobytu w domu były trudne. Mieliśmy wątpliwości, czy poradzimy sobie z zabiegami, które trzeba było wykonywać przy naszym synku (podawanie leków, odsysanie wydzieliny z dróg oddechowych, karmienie przez sondę). Zakładanie sondy było ogromnym wyzwaniem. Za każdym razem zastanawialiśmy się, czy jest we właściwym miejscu. Pielęgniarki nauczyły nas, jak zajmować się Antosiem, a w razie jakichkolwiek wątpliwości, mogliśmy zadzwonić o każdej porze do dyżurnej pielęgniarki.

Pewnego dnia Antoś dostał napadu drgawek, jego stan znacznie się pogorszył. Był to dla nas trudny moment. Poczuliśmy bezsilność i zastanawialiśmy się, czy właściwie opiekujemy się naszym Tosiem. Wszystkie wątpliwości zniknęły podczas rozmów z dr. Iwoną Bednarską-Żytko i pielęgniarką Małgosią Murawską, które przekonały nas, że zajmujemy się synkiem najlepiej jak to możliwe. Byliśmy pod stałą opieką psychologa Marcina Kałużyńskiego i ks. Dariusza Zająca. Pomogli nam zrozumieć i przejść przez te ciężkie chwile. Ksiądz Darek odprawił w naszym domu kilka Mszy Świętych, w których uczestniczyła również najbliższa rodzina.

Nauczyliśmy się wykonywać wszystkie czynności bardzo dobrze. Był to dla nas lepszy okres i wydawało się, że tak będzie zawsze. W głębi duszy wiedziałam, że będziemy musieli rozstać się z naszym synkiem, ale nie potrafiliśmy wyobrazić sobie życia bez niego.

Przed śmiercią Antoś był bardzo słaby. Przestał oddychać, a my pomyśleliśmy, że nadszedł moment jego odejścia. Po chwili oddech powrócił i synek został z nami do następnego dnia. Przyjechała cała najbliższa rodzina i właśnie wtedy Antoś zażyczył sobie opuścić swoje schorowane ciałko. Nasz aniołek odszedł otoczony rodziną, a ostatni oddech oddał w moich ramionach.

Antoś był z nami niespełna 4 miesiące, ale wniósł w nasze życie mnóstwo miłości, cierpliwości i ciepła. Dzięki niemu spotkaliśmy na naszej drodze wielu wspaniałych ludzi. Dziś czas spędzony z Antosiem, wspominamy jak piękny sen, w którym mogliśmy trzymać w ramionach anioła.

Dziękujemy całemu zespołowi Hospicjum za ogromne wsparcie i troskliwą opiekę. Dzięki wam Antoś mógł spędzić swoje krótkie życie w domu, wśród najbliższych.

Dziękujemy, że jesteście
Rodzice Antosia

Antoś chorował na nowotwór ośrodkowego układu nerwowego.
Pod opieką WHD był 72 dni.

Informator „Hospicjum”, nr 80, czerwiec 2017